Fale niepokoju

 Kategorie: Ogólne

W oceanach jest coraz mniej tlenu, co w konsekwencji może doprowadzić do tego, że zabraknie popularnych ryb. Sytuacja Bałtyku także jeszcze nigdy nie była tak fatalna. Katastrofalnie przez suszę wygląda również sytuacja w gospodarstwach rybackich. W obliczu globalnego ocieplenia i zmian klimatycznych nie ma bezpiecznego portu.

Zmiany klimatyczne nie pozostały bez wpływu na kurczące się zasoby wodne w Polsce. Tym bardziej w obliczu tropikalnych wręcz upałów, które w ciągu ostatnich lat stają się coraz bardziej dotkliwe nie tylko dla rolników, ale także dla gospodarstw rybackich. Woda w stawach gwałtownie wysycha, co zagraża hodowli ryb, a właściwie uniemożliwia dalszą produkcję.  Producenci karpi już teraz podkreślają, że ponieśli straty liczone w milionach złotych. Na skraju bankructwa są właściciele stawów zasilanych jedynie przez wody opadowe, szczególnie w sytuacji gdy w wielu gminach wprowadzane są ograniczenia w poborze wody z powodu suszy. Wody w stawach jest coraz mniej, na dodatek jest ciepła i zamulona, co z kolei powoduje, że spada w niej zawartość tlenu. Pasza, którą karmione są ryby częściowo rozkłada się w wodzie, co wzmaga ten efekt. Ryby zaczynają zdychać na skutek tzw. przyduchy. Hodowcy są więc zmuszeni ograniczać dawki karmy, co jednak nie wpływa pozytywnie na wydajności produkcji. Sytuacji nie polepszają także kormorany i inne ptactwo wodne, które przez niski poziom wód w stawach mają ułatwiony dostęp do ryb. Jest źle, a może być jeszcze gorzej w obliczu przewidywanej najgorszej od pięćdziesięciu lat suszy. Właśnie dlatego sektor rybacki poszukuje rozwiązań, które mogą być pomocne w tym kryzysowym momencie. Dyskutowano o tym m.in. podczas międzynarodowej konferencji „Innowacyjna i tradycyjna produkcja ryb w Polsce”, która odbyła się w Berlinie. Nie zabrakło przykładów wykorzystania zaawansowanej technologii w sektorze rybackim, która pomogłaby zmierzyć się z wyzwaniami współczesnych czasów. Zaprezentowany został pierwszy prototyp urządzenia Posejdon wykorzystujący sztuczną inteligencję.

 – Urządzenie Posejdon zostało już wykorzystane między innymi w Wietnamie. Może pomóc hodowcom w poprawie jakości karmienia i dostosowaniu ilości paszy  w różnych warunkach środowiskowych. Urządzenie zostało nastawione na transfer danych z czujników oraz obrazów za pomocą bezprzewodowego urządzenia 4G. Dzięki Posejdonowi hodowla jest bardziej opłacalna, nie marnujemy paszy – podkreśla dr Amaj Rahimi Midani.

 

Sektor rybacki szuka innowacji, które zadbałyby o środowisko i o stan ryb. Istnieje konieczność nowego spojrzenia na tradycyjną produkcję ryb w stawach. Ale nie tylko. Trzeba spojrzeć na gospodarkę morską, a także na sytuację związaną z oceanami.

Z raportu Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) – najstarszej na świecie międzynarodowej organizacji ochrony przyrody, który zaprezentowano podczas szczytu klimatycznego ONZ w Madrycie COP25 pod koniec ubiegłego roku wynika, że wraz z ocieplaniem się klimatu postępuje proces redukcji tlenu w oceanach. To coraz większe zagrożenie dla rozmaitych gatunków, które sprzyja zmianom w ekosystemach. Z tego powodu cierpią m.in. populacje rekinów, tuńczyków i marlinów. W wodach oceanicznych, a głównie w Atlantyku, występuje obecnie 700 obszarów z niedoborami tlenu. Dla porównania – w latach 60. było ich zaledwie 45.

Przerażająca jest także sytuacja Bałtyku, który umiera, a raczej dusi się z naszej winy. Zmienia się w słodkie jezioro. To smutny przykład niszczycielskiego wpływu człowieka na środowisko. Ocieplenie klimatu, zatrucie ściekami i niedotlenienie wody spowodowały zmiany, które bardzo boleśnie odczuwają już rybacy. Kryzys rozpoczął się ponad 100 lat temu, gdy z dna morskiego zaczęły ubywać tradycyjnie żyjące tam organizmy np. małże. Od tego czasu sytuacja nieustannie się pogarsza. Jeszcze  ponad 30 lat temu z Bałtyku pochodził co piąty łowiony na świecie dorsz. Od tego roku mamy do czynienia z czteroletnim, całkowitym zakazem połowu dorsza na Bałtyku zarządzonym przez Unię Europejską. Ma on zapewnić czas potrzebny na odbudowę stada dorsza bałtyckiego. Do 2024 roku armatorzy i załogi rybackich kutrów dotychczas poławiających ten gatunek będą otrzymywać rekompensaty za brak połowów. W Polsce programem „łagodzenia społeczno-gospodarczych skutków zakazu” nie zostali jednak objęci armatorzy jednostek sportowo-rekreacyjnych, którzy zabierali na połowy dorsza amatorów morskiego wędkarstwa. Problem ten dotyczy właścicieli i załóg (z rodzinami) około 200 takich jednostek – blisko tysiąca osób.

Przygnębiający jest fakt, że w ostatnich dekadach prowadzone są na szeroką skalę programy redukcji zanieczyszczeń w Bałtyku u wybrzeży Finlandii i Szwecji, które niestety nie przyniosły efektu odradzania się morskiego ekosystemu. Akcje jednak będą dalej prowadzone, bo być może sytuacja zacznie zmieniać się za kilka dekad.

Zachowanie równowagi pomiędzy celami ekonomicznymi a ochroną środowiska morskiego jest obecnie ważniejsze niż kiedykolwiek, jeśli dążymy do tego, by oceany pozostały zdrowe i pełne dzikich ryb. Jedyną skuteczną ku temu drogą są zrównoważone połowy. Wielu naukowców podkreśla, że zmiany klimatyczne zagrażają stadom ryb, ale też otwierają nowe możliwości dla rybołówstwa. Według przewidywań, na obszarach tropikalnych połowy ryb i owoców morza zmaleją nawet o 40% do 2050 roku. Z kolei w wyższych szerokościach geograficznych, takich jak północny Atlantyk, niektóre gatunki ryb zwiększają zasięg występowania. Zmiany obszarów występowania stad ryb wymagać więc będą nowych ustaleń pomiędzy rybołówstwami i rządami państw, co może być trudne w przypadku  gdy np. stada przemieszczają się pomiędzy strefami połowowymi leżącymi w jurysdykcji różnych państw.

Można zadać sobie pytanie, czy jeśli zmiany klimatu wpływają na ryby, to czy nadal  można je jeść? 1-5 kg emisji dwutlenku węgla przypada na 1 kg złowionych dzikich ryb (dla porównania – przy produkcji czerwonego mięsa, według szacunków, wytwarzane jest od 50 do 750 kg dwutlenku węgla na kilogram mięsa).Według naukowców odpowiedź jest twierdząca. Należy jednak wybierać ryby i owoce morza oznaczone certyfikatem MSC, który gwarantuje, że ryby pochodzą z dobrze zarządzanych rybołówstw, które są przygotowane na to, aby reagować na zmiany środowiskowe, zgodnie z aktualnym doradztwem naukowym.

Zrównoważone rybołówstwo i akwakultura są niezbędne do zapewnienia światowego bezpieczeństwa żywnościowego. Dlatego potrzebne są działania, które będą odpowiedzią na zmiany klimatu i inne zagrożenia dla rybołówstwa i zasobów rybnych. Rybołówstwo i akwakultura są źródłem 17 procent białka zwierzęcego spożywanego na świecie, a w niektórych krajach wyspiarskich i azjatyckich nawet do 50 procent. Są także podstawowym źródłem utrzymania wielu z najuboższych rodzin na świecie. Globalnie 12 procent ludności zależy bezpośrednio od sektora rybnego jako głównego źródła utrzymania. Co więcej, ponad 90 procent rybaków i pracowników rybnych na świecie, z których około połowę stanowią kobiety, zajmuje się rybołówstwem na małą skalę.

 Maria Sikorska

źródło: Biokurier

 

Najnowsze wpisy

Zostaw komentarz

Napisz do nas!

Jeśli chcesz nam coś powiedzieć zostaw nam wiadomość. Odpiszemy!

Nieczytelne? Zmień tekst. captcha txt

Zacznij pisać i wciśnij ENTER by wyszukać